Linda Nemec Foster
POEMS
"History of the Toenails"

A quiet, shy character (a male poet) in an American short story insists that toenails grow wild and uncontrollable in East Europe. There, they do not need conscious thought to thrive and flourish. They do it in spite of themselves, without thinking. He feels this part of the world is the only place where history really does matter and, in effect, allows the toenail to be nothing more, nothing less than a toenail. In Poland, Czechoslovakia, Hungary, and Romania, old women sift through oppression in tight shoes, binding stockings and never bother to cut their toenails: they know it is the one part of themselves that is forever replenishing. A prime example—my grandmother from Krakow. Wild and uncontrollable at 86, she cursed her Cleveland-born sons and decided to live in the attic. Finally, she ran away from home in late January with no shoes, her bare feet clicking on the ice. The sound of hard, blue toenails long and curved over the edge of the toes like naturally fitted tap shoes. And the last image she left me was of her dancing out a little secret code spelling VISTULA, ZAKOPANE, TATRA, JASNA GORA. Take off your shoes and learn it, she said.


"History of the Toenails" was first published in A History of the Body (Coffee House Press, 1987) and was later reprinted in Living in the Fire Nest (Ridgeway Press, 1996). The poem appears here with the permission of the author.
"Historia paznokci u nóg"

Spokojna, wstydliwa postać (poeta) w amerykańskim opowiadaniu twierdzi, że w Europie Wschodniej paznokcie u nóg rosną w sposób dziki i niekontrolowany. W tym rejonie, nie potrzebują świadomej myśli, aby rozwijać się i kwitnąć. Robią to wbrew sobie, bezmyślnie. Spodziewa się on, że ta część świata jest jedynym miejscem, gdzie historia ma znaczenie, i - w efekcie - pozwala paznokciowi, aby był niczym więcej i niczym mniej niż tylko paznokciem. W Polsce, Czechosłowacji, na Węgrzech i w Rumunii, stare kobiety przechodzą opresje w obcisłych butach, ciasnych skarpetkach i nigdy nie troszczą się, aby obcinać sobie paznokcie; wiedzą, że jest to to ta część ich istoty, która rozmnaża się nieskończenie. Podstawowym przykładem jest moja babka z Krakowa. Dzika i niekontrolowana, w wieku 86 lat, przeklęła swych synów urodzonych w Cleveland i zdecydowała się żyć na strychu. W końcu, uciekła z domu późnym styczniem, bez butów, stukając gołymi stopami po lodzie. Odgłosy twardych, sinych paznokci, dugich i zakrzywionych na końcach palców, jak naturalnie dopasowane buty do tańca. Jej ostatni wizerunek, jaki mi pozostał, to gdy wytańczyła nasz tajemny kod sylabizując VISTULA, ZAKOPANE, TATRA, JASNA GÓRA. Zdejmij buty i naucz się tego, powiedziała.
"The Awkward Young Girl Approaching You"
- for Gary Gildner

Who will speak for the dispossessed,
those who come from nowhere,
whose birthplace cannot be found
on any map, whose muted eyes
greet us like yesterday's unread newspaper?

The man with the raw hand
in his crotch, making eye contact.
The woman with her nervous walk
piercing through traffic with her dismantled
face: blue left cheek, right eye gone
but not closed. Empty red socket
fixed at the back of your neck.
And though you remind yourself
they are not you, they are
with you everywhere. On the street,
on a bus, in the darkest corner
of last night's dream. Even traveling
to the country of your grandfather,
the country he left before being displaced,
cannot protect you from their stares.
In Katowice, the grayest city
in the grayest part of the world,
you are not prepared for the awkward
young girl approaching you. She
is not pretty and her hair is not clean
like America but she shimmers in her
pale yellow dress and dyed-to-match
satin pumps. She is trying to be beautiful
and you are not ready for her smile that
reminds you of every single thing you've ever lost.
And the way her golden feet attempt
to walk on Katowice's gray and broken
cobblestones stirs a memory that only
your dead grandfather could understand:
wildflowers overrunning the garden, cicadas
drowning out the factory's nightly lament.
So much grace in her graceless yellow feet.
So much of the miraculous in her thin silhouette.
As if the Black Madonna had unlocked herself
from her demanding son, left the gilded frame
of Czestochowa, and appeared before you:
asking to see your passport, evidence
that you came from somewhere, that you exist.
Dumbfounded, could you prove yourself?
Or would you become another outline,
another vague face the landscape conjured up?
"Niezgrabna dziewczyna podchodzi do ciebie"
- dla Gary'ego Gildnera

Kto przemówi za wypędzonych,
tych którzy przyszli znikąd,
których miejsca urodzenia próżno szukać
na jakiejkolwiek mapie, których milczące oczy
pozdrawiają nas jak wczorajsza nieczytana gazeta?
Człowiek z nieociosaną ręką
w kroku, szukający twojego spojrzenia.
Kobieta w swym nerwowym chodzie
przemierzająca ulice, ze swą zdemontowaną
twarzą - siny lewy policzek i brakujące prawe oko,
ale niezamknięte. Puste czerwone gniazdko
zainstalowane na tyle twojej szyi.
I choć zapewniasz się, że
oni nie są tobą, są
z tobą wszędzie. Na ulicy,
w autobusie, w najciemnieszym
kącie snu z ostatniej nocy. Nawet podróż
do kraju twego dziadka,
kraju który opuścił zanim został przemieszczony,
nie uchroni cię przed ich spojrzeniami.
W Katowicach, najbardziej szarym mieście
w najbardziej szarej części świata,
nie jesteś przygotowana na to, że podejdzie
do ciebie niezgrabna młoda dziewczyna. Nie
jest ładna, a jej włosy nie są czyste
jak w Ameryce, ale migocze w swej
bladożółtej sukience i ufarbowanych pod kolor
satynowych pantofelkach. Próbuje być piękna
a ty nie jesteś przygotowana na jej uśmiech, który
przypomina ci o każdej pojedyńczej rzeczy, którą kiedyś straciłaś.
I sposób, w jaki jej złote stopy próbują
chodzić po szarym i porozbijanym katowickim
bruku, rozbudza ci pamięć o tym, że tylko
twój zmarły dziadek mógł zrozumieć
dzikie kwiaty pleniące się w ogrodzie, cykady
zatapiające nocne narzekanie fabryki.
Tak wiele wdzięku w jej nieprzyzwoitych żółtych stopach.
Tak wiele cudowności w jej smukłej sylwetce.
Jakby Czarna Madonna odłączyła się
od swego wymagającego syna, opuściła pozłacaną ramę
w Częstochowie i pokazała się przed tobą,
prosząc cię o okazanie paszportu, dowód
na to że skądś przybyłaś, że istniejesz.
Oniemiała, czy możesz udowodnić siebie?
Czy zostaniesz jeszcze jednym zarysem,
jeszcze jedną rozmytą twarzą wyczarowaną na widnokręgu?
"Dancing with My Sister"
- for Deborah

We're not talking those crazy Polish weddings
in Cleveland, where we both learned how to dance,
clutching each other's sweaty hands, galloping
to the Beer Barrel Polka, and trying not to bump
into Uncle Johnnie and his whirling Chicago Hop.
This is now, tonight, in a smoky bar in Detroit
where two women dancing together can scandalize
any pimp within range. Where the hotshot
bartender can mix anything and has the wide eyes
to prove it: bloody mary, wallbanger, a zombie
with a spike of lime that will raise the dead.
Above the crowded dance floor, in the maze
of catwalks, the geek of a lighting man
(who reminds us of every boy in high school
who fast-danced with his hands behind his back)
shines the spotlight right on us. And we glow.
Girl, do we glow. Not for the memory of those
distant high school boys whose faces we can't
remember. Not for the fluid desire ebbing
around us on the floor and beyond where silent
men sit in the dark. We glow for the raw truth
of Aretha's voice spelling out RESPECT;
for the way our hair curls down past our shoulders;
for our legs that can outdance any young thing;
for the miracle that we survived our childhoods—
mother's obsessive cleaning, father's factory shifts,
the Erwin Street mob of pre-juvenile delinquents.
We glow because we came from the same burnt-out dream
of second-generation immigrants and learned to smile
at the closed mouth of loss and dance, dance, dance.
"Tańcząc ze swą siostrą"
- dla Deborah

Nie mówimy o tych szalonych polskich weselach
w Cleveland, gdzie obie nauczyłyśmy się tańczyć,
sprzęgając nasze spocone dłonie, galopując
w takt polki "Beczka Piwa" i próbują nie uderzyć
w wuja Johnnie'go w jego wirujących podskokach z Chicago.
To dzieje się teraz, tej nocy, w zadymionym barze w Detroit,
gdzie dwie kobiety tańczące razem wywołują skandal
w zasięgu wzroku każdego sutenera. Gdzie gwałtowny
barman może zmieszać wszystko i otwiera szeroko oczy,
aby tego dowieść: krwawą mary, głową-w-ścianę, gamonia
z odrobiną limony, który podniesie umarłego.
Ponad zatłoczonym parkietem, w labiryncie
scen, żartem facet z obsługi reflektora
(który przypomina nam każdego chłopaka ze szkoły średniej,
tańczącego szybko z rękami założonymi za siebie)
rzuca na nas snop światła. A my błyszczymy.
Dziewczyno, jak my błyszczymy. Nie dla pamięci tych
dalekich kolegów szkolnych, których twarzy nie możemy sobie
przypomnieć. Nie dla mokrego pożądania spływającego
wokół nas na podłogę i za nią, gdzie w ciemnośći
siedzą milczący mężczyźni. Błyszczymy dla surowej prawdy
głosu Arethy sylabizującej "RESPECT";
dla sposobu, w jaki nasze kędzierzawe włosy opadają nam na ramiona;
dla cudu, że przeżyłyśmy swoje dzieciństwo -
obsesyjną czystość matki, zmiany fabryczne ojca,
bandę młodocianych przestępców z Erwin Street.
Błyszczymy, bo przybyłyśmy z tego samego uporczywego snu
drugiego pokolenia emigrantów i nauczyłyśmy się uśmiechać
do zamkniętych ust zguby i tańczyć i tańczyć i tańczyć.