Mark Pawlak
POEMS
"Buffalo Sequence .xi."

"...can't you hear the whistle blowing ?
rise up so early in the morn."
died: the grandfathers.
and buried with them
are the tunes they sang when we were little .
the muscular waists of grandfathers
continue, in our memories,
to toil up the day's last steep avenue.
- we should now stand up and pledge allegiance to the flag
of this country
where everyone makes a lot of money and gets ahead.
died: the grandmothers.
who have passed on their recipes of duck's blood and love
to daughters and granddaughters.
their ethnic apron strings are desperate tentacles
too short to hold all the children
and yet they never let us go.
- now we should all pick up our clumsy 3rd grade pencils
and write the letter A perfectly, with no accent.
died: Joe what's-his-name-ski,
the foreman ..;'ho lived down the block.
according to the obituary, he suffered for years
of dreaming he was a time card,
that night after night,
was swallowed in its own pool of sweat.
- now we should take a lesson from Carnegie,
and save pennies in our piggy banks
which are round and hollow like the hours.
so when we retire, we can collect,
each day, for eternity, sixty crackled knucklebones.


but, for the time being, we've learned enough
of newspapers and obituaries.
we should all remember to return single file, after lunch,
and then apply ourselves really hard. - who knows?
when grown up, one of us may write a book
about the bloated livers which inhabit our streets;
or that speaks of parenthood as a white rib
from which drop jewels of amber beer,
that fall inward and inward, mingling with suspicions.
we should apply ourselves, and the smartest may even get a scholarship to college;
and become a professional something-or-other. - god knows !
would we then have to live in
these tubercular houses,
which shoulder to shoulder, wheeze and lean,
which lean so on the intimacies of window panes?
now we should go over the homework.
there are a few stories, but for grammar and spelling,
would have gotten A's.
in Jim's story, he talks of the nights:
- Quiet down, it's late! they growl.
and shadows behind the corner delicatessen whisper:
- what are pennies but dirty coppers?
he says that somehow, Saturdays, glazed with erotic sweat,
bear another child, another perfect tear,
from which the jaundiced moon cannot get free,
- but that's life, eh?
Judy tells: behind drawn curtains,
you can count on there being
three despairing coffee cups
who are speaking of the children and ageing and
- its your deal, while playing cards at the kitchen table.
she is troubled by the saliva of their sisterly jealousies,
how all the while it erodes a gutter
through the 1 heart of young cousins
that never thinks it will be 2.
the last story is Bill's.
his theme is a summer visit
to relatives in Buffalo, Cleveland and Chicago.
he remembers how, evenings, those cities
relaxed the yellowing skin of their geographies;
which makes him think how this city is like any other
where we are born,
according to the file cards and certificates,
very small, - and for what?
but now it is 3 o'clock. 3 o'clock.
3 o'clock in our experience.
we should take a moment to recall
how we haven't lived up to what's expected of us.
and remember, on the way home, to stop in the church,
black as widow cloth inside, to make confession.
"Sekwencja z Buffalo .xi."

"... czyż nie słyszysz dźwięku gwizdka?
ty byś rano chciał się wyspać"
zmarli: dziadkowie.
i pochowane z nimi
zostały melodie, które śpiewali gdy byliśmy mali.
muskularne piersi maszych dziadków
trwają, w naszych pamięciach,
by pokonać ostatnie strome podejście dnia.
- teraz powinniśmy powstać i ślubować wierność
fladze
tego kraju
gdzie wszyscy zarabiają dużo pieniędzy i idą
do przodu.
zmarły: babki
które przekazywały swoje przepisy na czarninę i
miłość
córkom i wnuczkom.
paski od ich ludowych fartuchów to rozpaczliwe macki
za krótkie, aby utrzymać wszystkie dzieci
tym niemniej nigdy nie pozawalają nam odejść.
- teraz powinniśmy wszyscy chwycić za swoje niezgrabne
ołówki z 3-ej klasy
i napisać literę A, doskonale, bez akcentu.
zmarł: Joe jakieś-tam-nazwisko-ski,
nadzorca, który mieszkał w dole ulicy.
według nekrologu, cierpiał latami
na sen, że był kartą zegarową,
która noc po nocy,
tonęła w swoim własnym basenie potu.
- teraz powinniśmy wziąć lekcję od Carnegie'go
i oszczędzać grosiaki w naszych bankach-świnkach
które są okrągłe i puste jak godziny.
byśmy mogli pobierać, każdego dnia, przez wieczność,
gdy przejdziemy na emeryturę, po sześćdziesiąt
trzaskających żetonów.
ale tymczasem, dowiedzieliśmy się dość
o gazetach i nekrologach.
powinniśmy wszyscy pamiętać, aby zwrócić
każdy pilnik, po lunchu,
i wtedy przyłóżyć się naprawdę ostro. - kto wie?
gdy dorośniemy, jeden z nas może napisać książkę
o nabrzmiałych nerkach zamieszkujących nasze ulice;
lub mówiącą o rodzicielstwie jako o białym żebrze
z którego kapią klejnoty bursztynowego piwa,
padają w głąb i w głąb, mieszając się z podejrzeniami.
powinniśmy więcej się przykładać,
a najmądrzejsi mogą nawet dostać stypendium uniwersyteckie;
i zostać fachowcami w takiej-lub-innej dziedzinie. - bóg wie!
czy musielibyśmy wtedy mieszkać w
tych zagruźliczonych domach,
które rzężą i pochylają się ramię przy ramieniu,
które pochylają się tak nad intymnością szyb okiennych?
teraz powinniśmy odejść od lekcji.
mamy kilka historii, ale za gramatykę i pisownię
dostalibyśmy piątki.
w swojej historii, Jim opowiada o nocach:
- uspokój się, jest późno! słychać pomruk.
i cienie za narożnymi delikatesami szepczą:
- grosze to tylko brudne miedziaki, nie?
mówi, że jakoś, w soboty, zaszklone erotycznym potem,
rodzi się nowe dziecko, kolejna doskonała kropla,
od których żółtaczkowy księżyc nie może się uwolnić.
- ale to życie, co?
mówi Judy: za zaciągniętymi zasłonami,
możesz mieć pewność że stoją tam
trzy rozpaczające filiżanki kawy
które rozmawiają o dzieciach i starzeniu się i
- ty wychodzisz, podczas gry w karty przy kuchennym stole.
niepokoi się jadem ich siostrzanych zazdrości,
jak od czasu do czasu wydrąża kanał
przez 1 serce młodych kuzynów
nigdy nie myślała, że będą 2.
ostatnia jest historia Billa.
jego tematem jest letnia wizyta
u krewnych w Buffalo, Cleveland i Chicago.
przypomina sobie, jak wieczorami te miasta
rozluźniały żółkniejącą skórę swoich geografii;
co przywodzi mu na myśl, że to miasto jest takie samo jak inne
gdzie się rodzimy.
zgodnie z rejestrami i zaświadczeniami,
bardzo małe, i co z tego?
ale jest już trzecia godzina, trzecia godzina,
trzecia godzina w naszym doświadczeniu.
powinniśmy zastanowić się przez chwilę i pomyśleć
jak nie żyliśmy zgodnie z tym, czego od nas oczekiwano.
i pamiętać, aby po drodze do domu, wstąpić do kościoła,
czarnego w środku jak odzienie wdowy, i odbyć spowiedź.
"Buffalo Sequence .ix."

who is this?
attends with his murky agitated waters
the reunion,
where the whole familiar generation
of settled and settling silts
picnics in the tall sweet grass
growing along the cheekbone of grandfather's grave;
and can't hold back, not with four hands,
what took him so long to tame:
who is this?
says,
what a necklace of polished stones they make
around his grandpa's crude stone,
then rips boards off the attic door
from behind which his childhood cries:
who is this ?
who is this ?
attends the table once again, prodigal and starving;
all of his absence come as a pained larynx to sit
beside mother and dearly loved; and,
kiss kiss, she tugs the roots of his anguish
by its combed strands
asking what her son's losing so much hair about;
after the meal, more hungry than before
and dumbfounded with talk,
whose feet lead him into exile again,
the arid climate of speechlessness;
artificial orchards beside the river of slag
and the oranges a desperate cry:
who is this ?
"Sekwencja z Buffalo .ix."

kto to jest?
przybył ze swą zmąconą zapienioną wodą
na zjazd,
gdzie całe rodzinne pokolenie
osiedlonych i osiedlających się mąci
obozuje w wysokiej wonnej trawie
rosnącej wzdłuż kości policzkowych dziadkowego grobu;
i nie może powstrzymać, nawet czterema rękami,
tego co zajęło mu tak długo, by ujarzmić
kto to jest?
mówi,
co za naszyjnik z wypolerowanych kamieni tworzą
wokół surowego kamienia jego dziadka,
wtem rozbija deski drzwi na strych
spoza których krzyczy jego dzieciństwo:
kto to jest?
kto to jest?
siada jeszcze raz do stołu, marnotrawny i zgłodniały;
cała jego nieobecność zjawia się jak obolała krtań, by usiąść
koło matki, szczerze kochanej; i,
buzi buzi, ona szarpie korzenie jego udręki
za jej uczesane włókna
pytając z jakiego powodu jej syn traci tyle włosów;
po posiłku, bardziej głodny niż przedtem
i oniemiały od rozmowy,
której stopy wiodą go znów na wygnanie,
w suchy klimat bezmowności;
sztuczne orchidee obok rzeki żużla
i pomarańcze jak rozpaczliwy krzyk:
kto to jest?
East-West Dialogue, January 1991

"The came the barbarians. They too highly valued the little god of irony. They would crush it under their heels and add it to their dishes."—Zbigniew Herbert, "From Mythology"

American Worker and Polish Worker

Polish workers used to joke
about how they had money in their pockets
because in the stores
the shelves were always empty.
      That was in the old days,
      under Communism with central planning;
      but since our 1989 revolution
      things have changed for the better.
Since '89, the newspapers here in my country
speak of the "new" Poland.
      Yes, we have democracy and free enterprise now,
      just as you do in America.
Our president and our leaders in Congress
now hail your country
as the "pioneer of capitalism" in Eastern Europe.
      In Poland, just as in America,
      the shelves are now fully stocked
      with consumer goods imported from the West:
      blue jeans, French perfumes, pornographic videos...
      you name it!
Just as here in America...
      Warsaw even has a Mercedes showroom,
      a Christian Dior boutique...
Do you mean that Polish workers now wear
high-fashion clothes and drive Mercedes?
      No. Not at all...
      not many of us can afford the items
      we see on display now in store windows.
Ah, of course,
just as here in America.
And those few who can...?
      The few who can are mostly
      former top government officials,
      now in the private sector.
Of course,
just as here in America.
East-West Dialogue, January 1991

"The came the barbarians. They too highly valued the little god of irony. They would crush it under their heels and add it to their dishes."—Zbigniew Herbert, "From Mythology"

Amerykański robotnik I polski robotnik

Polscy robotnicy żartowali,
że mają pieniądze w kieszeni
bo w sklepach
półki są zawsze puste.
      To było w starych czasach,
      za komunizmu z centralnym planowaniem,
      ale od naszej rewolucji z 1989 roku
      sprawy zmieniły się na lepsze.
Od 1989 roku, gazety w moim kraju
piszą o "nowej" Polsce.
      Tak, mamy teraz demokrację i wolny rynek,
      dokładnie jak wy w Ameryce.
Nasz prezydent i nasi przywódcy w Kongresie
chwalą teraz wasz kraj
jako "pioniera kapitalizmu" w Europie Wschodniej.
      W Polsce, tak jak w Ameryce,
      półki są teraz pełne towarów,
      wyrobów konsumpcyjnych importowanych z Zachodu,
      jak niebieskie dżinsy, francuskie perfumy, taśmy porno,
      wszystko jest!
Tak jak tu, w Ameryce...
      Warszawa ma nawet salon Mercedesa,
      butik Christiana Diora...
Czy to znaczy, że polscy robotnicy chodzą teraz
w najmodniejszych ubraniach i jeżdżą mercedesami?
      Nie, wcale nie...
      Niewielu z nas stać na te rzeczy,
      które widzimy teraz na wystawach sklepowych.
Ach, oczywiście,
dokładnie jak tu, w Ameryce.
A ci nieliczni, których stać?
      Ci których stać, to przeważnie
      główni urzędnicy poprzednich rządów
      teraz - w sektorze prywatnym.
Oczywiście,
dokładnie jak tu, w Ameryce.